046. siedem diabłów

Siedem diabłów pod moim łóżkiem,

Siedem diabłów w mojej głowie,

Woda święcona nie pomoże.

Fiolet pod oczami, zapalniczka, i bordowe Davidoff’y. Tak zwykle zaczynam każdego dnia. W tle słyszę kłótnie. Toksyczne, jakby zapominali, że my wszyscy jesteśmy tacy sami. Rodzina ponoć miała być tym oparciem w życiu młodych.

Jesteśmy zwierzętami żyjącymi na polu walki. Tak nas nauczyli. 

Nawet kiedy obudzę się z czystym od paraliżu umysłem, oni dobrze mi przypomną, że tak nie mogę. Wiecie co jest żałosne? Brak jakiejkolwiek SKRUCHY i odrobiny ZROZUMIENIA. To te pieprzone dwa słowa klucze. O których my wszyscy zwykle zapominamy. Rozliczymy każdego z każdego błędu i potyczki – aby poczuć się lepiej. 

Czekam na usamodzielnienie.

Reklamy

045.

Minął miesiąc wstawania o piątej rano. Wreszcie. Moje czarne plamy pod oczami może się trochę zmniejszą. Wyglądam jakbym był kochankiem używek. Przemęczenie i znużenie życiem. Piątek trzynastego pechowy specjalnie nie był. Odlatuje już głową pełną myśli w drugi świat.

Mam ogromne chęci napisać coś większego. W twardej oprawie. Zaczynam nowy rozdział. Zapominam. Wybaczam. Zmieniam (się?).

XXX

044. Jestem taki ciężki

Jestem taki ciężki kiedy zostawiam w sobie te słowa, które zawsze chciałem powiedzieć wystarczająco głośno.

Jest taki moment w życiu w którym nie chce mówić nic, co mogłoby się odegrać na mnie mocniej.

Bo rasa ludzka lubi być złośliwa na czystą prawdę.

Od jutra do następnego piątku zapowiada się bardzo męczący fizycznie dla mnie okres. Nie mam na to sił. Psychicznych również. Może być słabo. Nie chcę.

043. Odcisk na duszy

Ostatnio jestem przepracowany. Budzę się każdego dnia o piątej i zastanawiam się dlaczego. Kiedy nie mogę znaleźć żadnego sensownego powodu, drzemka w budziku uruchamia się po raz piętnasty. To ten znak, że trzeba dalej żyć w tej grze złudzeń. Nic tak nie psuje człowieka jak zranione serce i poczucie bycia manipulowanym. Żyjemy w stadzie silniejszych i słabszych. Oni mają nad nami władzę. Zawistne uśmiechy tego nie zmienią.

Chciałbym pojechać po cichutku,

Bez tych pytań i żalu,

Świeżą duszą zdominować swoje ciało,

I doprowadzić do zabójstwa,

Starego ja.

042. To jest dar

To jest dar

Kiedy dajesz mentalne dużo

Ale to nadal dla nich za mało

Kiedy smycz ogranicza Twój ruch

I żaden nóż jej nie złamie

To jest przekleństwo

Mamy je od urodzenia

Rzucamy zaklęcia na innych

Potem je zdejmujemy jakby były niczym

Nie zaufam

Mój wdzięk przepada

Wypadam z blasku nagród

Wpadam w pętlę kar

To jest dar

Twoja opinia straciła słodkawy smak

Jesteś jak reszta

Przyjaciele

Patrzący na swoją dupę

Jakby była pokryta zlotem

To nasze przekleństwo.

Witajcie ptysie z powrotem na moim blogu.

040. trzęsienie

Tu jest pokój, w którym światło cię nie znajdzie
Trzymając się za ręce, gdy mury się zawalają
Kiedy to zrobią, będę tuż za tobą

Oni lubią mówić że jestem pełny niezrozumienia i złości. Brudna dusza pełna niezeszytych ran. Braki z dzieciństwa. Wielki bałagan. Ten śmietnik może być czymś artystycznym. Daje mu czas. Wierzę.

039. złote słowa i szacunek

Wtapiasz się w tłum, puszczasz nieszczere uśmiechy, ludzie nas za to lubią. Ludzie lubią nas kiedy mówimy tak jak oni chcą. Nie mogę mówić do Ciebie ani Twoich przyjaciół. Zawsze byłem przerażony że najmniejsze rzeczy zgniotą mnie niżej niż ziemia. Ale nastąpiły czasy w których zmiany są konieczne. Kiedy oni się uczą, że mówisz co myślisz, z czasem zdobywasz szacunek.